Sławomir Ratajski, „Malarstwo x 3”

Opublikowano 18 listopada 2019

Sławomir Ratajski, „Malarstwo x 3”
Wydawca: Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, 2019
Język: polski
68 stron
ISBN 9788366098343

Katalog towarzyszący wystawie w Galerii Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie, Stara BWA w 2019 roku.

Wiele samoistności.
Malarstwo nie łatwo daje satysfakcję i poczucie spełnienia. Pracowniane męki nie są raczej rzadkością, a pewność własnego dzieła dana niewielu i to raczej tym, którzy nas ciekawią mniej, bo pewność w malowaniu jest stanem raczej niepożądanym.

Godziny w pracowni, męczenie siebie, płótna, farb i pędzili. Kombinowanie, próbowanie, docieranie, gubienie, znajdowanie i można by jeszcze dziesiątki innych słów przywołać dla opisu tych wszystkich stanów i emocji, które towarzyszą artystom w pracowniach. Można by napisać, błogosławiona niepewność, przeklęta pewność; ścieranie się tych wszystkich stanów, jest dla malarza codziennością, dla krytyka, który gości w pracowni rzadko, może bywać odbierane podobnie, choć oczywiście nie musi. Niby nie uczestniczymy w tej kuchni, ale zarazem, czasem jesteśmy w stanie odkryć pewne tajemnice warsztatu.

Dla Sławomira Ratajskiego malowanie ma wysoko zawieszoną ontologiczną poprzeczkę. Jest właściwie procesem wysoce spekulatywnym, autotroficznym i autotelicznym; ma traktować o samym malowaniu. Ma niczego nie przedstawiać, nie wyrażać, ma być czystym tworzeniem, i być niejako sprawozdaniem z procesu twórczego, w trakcie, którego powstaje obraz, który nie jest celem samym w sobie, a jedynie skutkiem ubocznym, całego procesu twórczego. Na pewno nieukochanym dziełem sztuki, cudownym dziecięciem, nagrodą za pracę i wysiłek, oraz swoistym podsumowaniem dotychczasowych osiągnięć. Obraz pozostaje zawsze nieco podejrzany. Bo jak się udaje zbyt łatwo, jak przychodzi i powstaje bez wysiłku, może łatwo zostać obarczony podejrzeniem o grafomański rodowód poczęcia. A wtedy raczej jest dowodem w sprawie przeciwko artyście, niż dowodem jego mistrzostwa i zaradności w posługiwaniu się myślą, farbą i pędzlem. Granica między spełnieniem a klęską jest bardzo cienka.

Pozostaje kwestia przedstawionego i nieprzedstawionego, co właściwie ujawnia obraz, czego jest on obrazem: przetworzonej rzeczywistości, ujawnionego stanu wewnętrznego artysty w trakcie tworzenia; jakiejś jeszcze innej szczególnej formy bytu, która powstaje w trakcie pracy, która jest specyficznym odmiennym stanem skupienia i świadomości; i właśnie czy świadomości? Zilustrowaniem niemożliwego, czyli tego co dzieje się w artyście podczas pracy gdzie wspomnienia, forma fizyczna i psychiczna w której właśnie się znajduje, stany emocjonalne, a z rzeczy najbardziej prozaicznych, farby które ma pod ręką, wielkość płótna, pędzle, szpachle, gąbki lub ich brak. Wiele składowych, ale niewielu artystów przyzna się do obecności przypadku w jego dziele. Na pewno tak właśnie dzieje się w przypadku Ratajskiego, który chce objąć w posiadanie i świadome i podświadome; i widzialne i niewyrażone. Nie chciałby niczego pozostawić przypadkowi. Pełnia panowania, pełnia władzy, pełnia kontroli, pełnia władztwa i sprawstwa na powierzchni płótna i pewność, że nawet przypadek, jeśli zaistniał, został sprawczo i celowo wprzęgnięty w dzieło i służy mu wiernie i z sukcesem.

Można widzieć obraz jako „ujawnienie rzeczywistości” tak mówi sam malarz. Rodzi się jednak dość zasadnicze pytanie czym jest owa „rzeczywistość” czy może raczej o którą z rzeczywistości artyście chodzi? Bo przecież ta, która zjawia się na jego płótnach nie przypomina niczego, co możemy zobaczyć naszymi oczami. Jeżeli mamy na myśli obrazy „gestualne”, to tych w ostatnich czasach powstało najwięcej, chyba najprościej powiedzieć, że to jego własna rzeczywistość złożona z mocnych, kontrastowych kolorów, zdecydowanych pociągnięć pędzla, znacznych formatów płócien, no i znacznej ekspresji, która była najważniejszym składowym czynnikiem wczesnych prac, która potem jednak zanikła, by powrócić ponownie, zupełnie w innej formie, przemieniona i jakby z odjętym jej znacznikiem czasu w którym powstała. Zatem poza czasem, poza rzeczywistością, poza przedstawieniem, poza schematami, czyli walka o niezależność i odmienność, a może nawet nie tyle odmienność, co samoistność. Ponieważ jednak, powstają obrazy w kilku odmiennych estetykach chodzi o wiele samoistności, jeśli taka formuła jest w ogóle możliwa.

Więc powstają obrazy malowane i właściwie przedstawiające, zazwyczaj o pejzażowym charakterze i rodowodzie. Z drugiej jest spory cykl zmasowanych abstrakcji ekspresyjnych, o mocnym geście i kolorze, unikających bardzo konsekwentnie jakiś nawiązań do rzeczywistości, skojarzeń z nią. Jeśli coś takiego rodzi się w procesie ich oglądania, to być może raczej jest to nasza wina czy zasługa, a nie plan malarza. Tworzone są również kompozycje powstające poprzez wylewanie, rozlewanie, mieszanie płynnych farb bezpośrednio na powierzchni płócien. Tę metodę moglibyśmy nazwać grawitacyjną, bo głównie tej powszechnie obowiązującej na ziemi sile zawdzięczają one swój wygląd; ale jednak, nie możemy tego zrobić, bo nazwa ta mogłaby sugerować, brak udziału artysty w procesie ich powstawania, a tak przecież nie jest. Wszystkie zmieszania, połączenia, kolorystyki, a wreszcie kierunki ściekania, prędkość, intensywność zależą od oceny i decyzji artysty. Wreszcie są obrazy, w których łączy się ze są sobą metoda malarska z metodą grawitacyjną. Czyli elementy uczynione ludzką ręką i tę do pewnego stopnia oddane w moc przypadku. Tych prac jest chyba najmniej, ale sprawiają bardzo dobre wrażenie, bo mieszanie tych dwóch technik czy sposobów daje bardzo dobre efekty.

A jednak sam malarz przyznaje: „Dotykam rzeczy nierozpoznanych, wtopionych w rzeczywistość, które przez to mogą zostać rozpoznane. Podsuwam widzom obrazy, które z pomocą ich pamięci, intuicji, wiedzy wywołują skojarzenia w które mogą się zatopić poprzez własne doznania. Może to jest zabawa formą samą w sobie, ale po to, żeby patrzący mógł dokonać własnego odkrycia. Forma ma znaczenie, chociaż często bronimy się przed tym. Ona bywa tym co, nazywa się treścią”.

Rzecz jasna, wspomniane tutaj obrazy nie wyczerpują pełnego wachlarza malarskich poczynań Sławomira Ratajskiego, bo jest ich jeszcze sporo, ale nie wszystkie zostaną pokazane na wystawie. Ta prezentacja ujawni tylko najważniejsze tropy poszukiwań i natchnień, które inspirowały artystę w ostatnich miesiącach i latach poprzedzających tę najnowszą wystawę.

Bogusław Deptuła